To wszystko hormony. Poszło ze mnie, to napięcie zeszło i umysł się lekko rozjaśnił. I wrócił zwyczajowy wkurw;)
Urlop
Nie lubię, jak się mnie do czegoś zmusza. No a wysłanie mnie na tygodniowy urlop w styczniu, tylko dlatego, że mam kilka dni zaległych z zeszłego roku, to już gruba przesada. Mam więc od wczoraj urlop, wyniosłam się do Babuni i kręcę się bezczynnie po chacie. Trochę poczytam, trochę pogadamy, trochę pooglądam debilnych seriali, trochę pogram, dużo się martwię i tak dzień mija.
Babunia w końcu zdecydowała się, żeby pozałatwiać sprawy mieszkaniowe – czyli żeby zrobić mnie właścicielka. I nagle okazuje się, że to wcale nie jest takie proste jakby się mogło wydawać. Tzn to jest proste, tylko że pod warunkiem, że się ma kasę, czyli dla mnie to proste nie jest. Przede wszystkim jakimś cudem muszę wykombinować 60tysięcy, żeby spłacić mamy siostrę. No i spisanie wszystkich umów u notariusza będzie mnie kosztowało kolejne 2,5. Zważywszy na moje zarobki w postaci 1200 netto, żaden bank nie da mi takiego kredytu. Można oczywiście wziąć kredyt na mamę, ale rata wyniosłaby 1100 więc mogłabym ja w sumie spłacać, ale przez kolejne 6 lat nadal nie wyprowadziłabym się od rodziców. Fuck! Tkwię w tej czarnej dupie, bez widoków na jakąkolwiek poprawę. Jak wezmę ten kredyt to adios aparacie, jakikolwiek wyjeździe, kursie masażu, kursie językowy. Generalnie adios życie. Fuck2!
Do tego dochodzi problem tzw. „swędzącej cytryny”. Pomijając fakt, że tak długa abstynencja jest zapewne szkodliwa dla zdrowia, to w moim wypadku można już chyba mówić o zagrożeniu życia. I te ciągłe, natrętne, powracające myśli o Kostku… Fuck3! Ja wiem, to trzeba leczyć, bo samo nie przejdzie.
… Idę na obiad, bo Babunia woła. A mamy dziś rybkę…
zainfekowana
Debile usytuowanie biura doprowadziło do tego, że znów mam infekcje górnych dróg. I kaszlę/szczekam/charczę. Lovely…
Aura jakoś nie sprzyja i absolutnie nie nastraja, żeby za tydzień święta obchodzić. Nie czuję tego wcale…
Od dwóch dni mam jakieś porąbane sny o Kostku. Teraz pytanie w związku z tym: obsesja czy prorocze? Bo sama nie wiem co by było lepsze.
W sumie może to wszystko hormony. Ale martwi mnie to, bo myślałam że pewne rzeczy mam już za sobą. A okazuje się, że głowa zamiast zająć się ważniejszymi rzeczami serwuje mi jakieś gówno, które mnie rozpieprza wewnętrznie/emocjonalnie na kolejnych kilka dni. Niefajnie…
Chyba skoczę umyć korytarz i popełnię jakiś obiad…
Przemyślenia
Dziw mnie bierze, że to już grudzień. Dlaczego jest tak ciepło? Gdzie jest śnieg? Gdzie jest mróz?
Adam pojechał na wycieczkę klasową na lodowisko i złamał nogę… Kto jedzie na wycieczkę klasową do Gorzowa???
Mam wrażenie, że urodziny będą przygnębiające…
I zaczynam powoli dochodzić do punktu zmęczenia materiału. Spodziewałam się, że grudzień da w kość, ale on dopiero się zaczął a kość już boli. Jeszcze tylko miesiąc, a w styczniu może jakiś zaległy urlop?:P
Nowości
Tak to już ze mną jest, że podobają mi się nowości, ale się ich boję.
Zamontowałam sobie ten szablon i teraz nie za bardzo wiem, jak się nim posługiwać:/
Ale skoro już wróciłam do pisania bloga, to chyba jutro przy wolnym dniu spędzę tu trochę czasu i sobie poogarniam co i jak.
I wróciłam też do pływania. Kupiłam karnet i 40 basenów robię;)
Trzeba by jeszcze powrócić w kilka miejsc, w których dawno nie byłam…
Wymyśliłam
Wymyśliłam sobie wczoraj, że się zapiszę na kurs masażu.
Jak się zaczęłam dziś dowiadywać, to jeden kurs zaczął się właśnie wczoraj. Jutro tam zadzwonię. Jeśli będę mogła dołączyć to cool. A jeśli nie, to następny kurs zaczyna się w lutym. Żeby tylko żelazo nie ostygło;)
btw to mi się bardzo ten szablon podoba:)
Pod prysznicem
Pomyślałam sobie dzisiaj, że to ode mnie zależy jak będę na to wszystko patrzyła.
Bo nie czarujmy się – bajki nie ma.
I mogłabym się załamać i popaść w jakąś depresję, albo inne cholerstwo. Niejeden by pewnie tak zrobił.
A ja wybieram być szczęśliwa.
Codziennie, jak się budzę o 5.05 wybieram, że będę szczęśliwa.
Trzydzieści lat już sobie wmawiam, że nie może być cały czas pod górkę. I może kiedyś będzie łatwiej.
Z drugiej strony może ja właśnie lubię mieć pod górkę. Bo to mnie jakos napędza i motywuje.
Anyhow… Wybieram być szczęśliwa:)
Rozmowy c.d
Mama: …. i tak kobieta mówi, że ma skierowanie na operację rąk, ale sie boi i nie pójdzie. To się jakoś tak fachowo nazywa… On ma problemy z nadgarstkami… Na łokciach to jest łokiec tenisisty. A na nadgarstkach…
Ja: Nadgarstek onanisty???
M: ….
Jazz weekend i reszta tygodnia
W zeszły piątek poleciałam do Kinsale. Na jazz weeknd i pozałatwiać sprawy. I troche tez po to, żeby sie zorientować w jakim punkcie jestem i żeby się umiec określić co do decyzji jaką podjęłam rok temu o wyjeździe.
To już nie to samo Kinsale, do którego przyjechałam w 2006r. Ja wiem, że wszystko sie zmienia. Ale tam nie zmienia sie na dobre.
Miło było przejść się ulicami, poodwiedzać ludzi, powspomina. O dziwo, tym razem żadne miejsce nie przypominało mi o Michaelu, co sie zdarzyło pierwszy raz. Good for me!!!
I to uczucie, które mnie wypełniało w każdym momencie, że to miejsce wiele dla mnie znaczy, bo jednak spędziłam tam prawie 5 lat. ALE TO UŻ NIE MOJE MIEJSCE. Miło jest tam wrócić na wakacje, odpocząc, odetchnąć, powspominać, napić sie Murphy’sa lub Bulmersa Berry. Ale mieszkać i wrócić na dłużej już bym nie mogła.
Na pytanie, czy nie żałuję i czy podjęłam dobra decyzje o wyjeździe, nawet nie musiałam sie zastanawiać, żeby odpowiadać TAK.
Po powrocie spokój i jakby szczęście, żed wróciłam.
Widzę możliwości, układam małe plany.
Oczywiście, że nie chcę tu osiąść na zawsze. Ale póki co sie trochę wyciszyłam. Nazwijmy to hibernacją.
Jeszcze tego w pogodzie dobrze nie widać, szczególnie jak się dziś patrzy za okno, ale idzie zima.
Więc przezimuję w spokoju.
Ułożę plan działania na wiosnę. Odpocznę, zregeneruję się, nabiorę sił.
A wszechświat pewnie i tak zrobi po swojemu.
I wyjdzie jak zwykle;)
Z rozmów z Chuckiem
Ch: Są tylko 3 takie samochody w Polsce. I on jeździ jednym z nich, rozumiesz? On jeździ Majbachem(jakkolwiek sie to pisze)!
Ja: Hmm, nic mi to nie mówi.
Ch: To taki typ mercedesa, rozumiesz?
Ja: No tak, wiem co to mercedes. ale majbach mi nic nie mówi.
Ch: Hmmm, majbach to tak…. jakby w żargonie świń…. trufla, rozumiesz?
Ja: Tak, teraz tak.